Uroczysty koncert pamięci ks. Kard. Franciszka Macharskiego

Macharski

Franciszek kardynał Macharski
77 Pasterz Kościoła Krakowskiego

Macharski1

Jest takie zdjęcie zrobione w miejscowości Kozy w czerwcu 1952 roku; na nim dwóch młodych, idących mężczyzn. Pierwszy wysoki, chudy ksiądz w okularach i sutannie, drugi, niższy, także w okularach, pumpach i skafandrze. Ksiądz w ręku ma (chyba) klucz, minę poważną, skoncentrowaną, Towarzysz lewą ręką włożył do kieszeni, w prawej trzyma beret. Jest uśmiechnięty. Ten w sutannie to wikary w parafii Kozy – Franciszek Macharski. Był wikarym w Kozach Po święceniach miał jechać na studia do Szwajcarii. Władze stanowczo odmówiły mu paszportu, więc arcybiskup Sapieha mianował go wikariuszem w Kozach. Drugi, to siedem lat starszy ks. Karol Wojtyła, prowadzący wycieczkę z młodzieżą akademicką w Beskidy. Kiedy wędrował w te strony z młodzieżą, zawsze zatrzymywał się w Kozach u przyjaciela. Naznaczona wzajemnym szacunkiem więź przetrwała do końca ich życia. Księdzu Macharskiemu, kiedy ten powrócił ze studiów, na które w 1956 roku jednak wyjechał, arcybiskup krakowski powierzał ważne zadania i darzył wielkim zaufaniem. Wręcz się mówiło, że kardynał Wojtyła księdza Franciszka Macharskiego przygotowuje na swego następcę. Czy tak rzeczywiście było? Tego nie wiem. Wiemy, że bardzo szybko po wyborze na papieża go mianował metropolitą krakowskim i po kilku miesiącach wyniósł do godności kardynalskiej. Następca kardynała Wojtyły nie miał łatwo. Natychmiast był porównywany – oczywiście krytycznie – z poprzednikiem. Nie był nim, był sobą, choć musiał pozostawać pod dużą psychiczną presją, skoro nawet w sposobie mówienia (podświadomie, początkowo) naśladował wielkiego poprzednika.

Szybko było oczywiste, że podejmuje najlepsze tradycje wielkich biskupów krakowskich, zwłaszcza metropolity Adama Stefana księcia Sapiehy, do którego był bardzo przywiązany, a także obecnego Papieża. Ale był sobą, to jest Krakowianinem z dziada, pradziada (jego przodek – Hawełka – Czech osiadł w Krakowie w 1876. Dziad i ojciec kardynała zasłynęli, jako właściciele znakomitej restauracji w Rynku Głównym oraz jako kolekcjonerzy i mecenasi sztuki. Do rodziny Macharskich należał pałac Krzysztofory). Doskonale znał Kraków i różne mikrokosmosy tego miasta. Wiedział, kto tu jest kto i pilnie tę wiedzę uzupełniał. To było jego miasto. Zwykł także, jako kardynał, chodzić po Krakowie incognito (oczywiście, często rozpoznawany przez przechodniów), bez insygniów arcybiskupich, w ciemnej kurtce i nieco staroświeckim berecie. Znały go krakowskie lumpy, on też ich znał, rozmawiał z nimi, wspierał. Był biskupem, którego często można było spotkać na ulicy. Można było go spotkać na koncercie w Krakowskiej Filharmonii. Pamiętam, że w kwietniu 1966 roku go spotkałem (jeszcze nie biskupa) na pierwszym w Polsce wykonaniu Pasji wg. św. Łukasza pod dyrekcją kompozytora Krzysztofa Pendereckiego 

Bóg obdarzył kardynała Franciszka przenikliwą inteligencją oraz znakomitym, także autoironicznym poczuciem humoru. Kiedyś, jeszcze w czasach PRL-u, zwierzył mi się z kłopotów, które mu sprawiali uprawiający na ambonie politykę księża, zwykle ci duszpastersko raczej słabi. Konkluzja była taka: „gdybym miał suspendować bredzących na ambonie, musiałbym suspendować wszystkich a na końcu siebie”. To był żart, bo wcale nie uważał, że „wszyscy bredzą”. Umiał doceniać ludzi wartościowych, ale nie było mowy, żeby się dał nabrać na pozory. Przenikliwa inteligencja jest cenna, ale nie zawsze ułatwia życie. Kiedy miał podjąć jakąś ważną decyzję, natychmiast widział wszystkie jej ewentualnie negatywne skutki. Bywało, że przy podejmowaniu decyzji ta przenikliwość działała paraliżująco.

Mówił mądre kazania, będąc człowiekiem głębokiej, żarliwej wiary, dzielił się tym, czym sam żył. Niekiedy wygłaszał je tak cicho, że fragmentami był ledwo słyszalny. Zdarzało się to także w rozmowie. Zresztą rozmowa z nim wymagała napiętej uwagi, bo często robił aluzje do czegoś, co nie zawsze było dla rozmówcy znane czy zrozumiałe. Ja wtedy zawsze prosiłem o wyjaśnienie. I wyjaśniał. Te odniesienia bywały zaskakujące i zawsze doskonałe.

Należał do ludzi, którzy nie tyle mówią, co myślą, lecz myślą, co mówią. Kiedyś przeprowadzałem z nim wywiad. Najpierw, przy wyłączonym magnetofonie, rozmawialiśmy o materii wywiadu. Ta rozmowa – gdybym ją miał nagraną i opublikował – była by sensacją. Wywiad nagrany, który się ukazał się w „Tygodniku Powszechnym” (kardynał nie wymagał autoryzacji) jest, jak się mówi, wyważony.

Jego listy pasterskie były tak zwięzłe, że nie wiedzieliśmy, czy dołączyć je do ogłoszeń parafialnych, czy odczytywać zamiast homilii jak listy Episkopatu. Pisał w nich tylko to, o czym chciał napisać, bez pobożnych ozdób i budujących banałów.

Był człowiekiem wiary i modlitwy. Wierzył, – choć rzadko o tym mówił – że uleczenie (w 1992) z nowotworu jelita grubego (odmówił stosowania chemioterapii) zawdzięcza wstawiennictwu św. siostry Faustyny. Może dlatego z taką pasją się zaangażował w budowę bazyliki w Łagiewnikach. Hasłem biskupim Franciszka Macharskiego było „Jezu ufam Tobie”. Ci, którzy byli w Łopusznej na pogrzebie ks. Józefa Tischnera może pamiętają, że kardynał przyjechał dobrą godzinę przed rozpoczęciem żałobnej liturgii. Przyszedł prosto do pokoju, w którym spoczywała trumna, usiadł przy niej i zatopiony w modlitwie pozostał tam nieruchomy aż do rozpoczęcia Mszy św. pogrzebowej.    

Od dziesięcioleci był wpisany w struktury Kościoła krakowskiego (m.in., jako profesor a w latach 1970 – 1978 rektor seminarium), kanonik kapituły, oraz w struktury Kościoła w Polsce m.in., jako wiceprzewodniczący Konferencji Episkopatu i po śmierci Prymasa Wyszyńskiego jej przewodniczący. Prowadził (znakomicie) rozmowy (spory) z Władzami PRL, bronił „Solidarności”, zaangażował się w pomoc prześladowanym i więzionym. Nigdy jednak w najmniejszym stopniu nie był kościelnym biurokratą ani „dostojnikiem”. Ktoś z jego bliskiego otoczenia stwierdził, że przez te wszystkie lata widział go w kardynalskiej purpurze maksimum dziesięć razy.

Był człowiekiem dobrym. Ktoś, kto się znalazł w szpitalu, kiedy kardynał tam przebywał jako pacjent, opowiadał mi jak będąc już pacjentem chodzącym, posługiwał innym chorym. Dla niego to było to oczywiste.

Kraków swojego nowego arcybiskupa poznawał powoli a kiedy poznał – pokochał. Podbił sobie serca wszystkich wtedy, gdy po zamachu na Jana Pawła II poprowadził Biały Marsz. Gdy stał wśród modlących się za chorego Papieża przed pałacem na Franciszkańskiej, kiedy wysłał do zgromadzonych na Błoniach wiernych    SMS-a. Zdobył serca także tym, że był człowiekiem miłosiernym. Wielokrotnie odwiedzał hospicjum. Podczas tych odwiedzin na długie chwile siadał przy łóżkach chorych. Uparcie zabiegał o tworzenie coraz nowych instytucji niosących pomoc najbiedniejszym, domów samotnej matki, schronisk i ośrodków pomocy dla bezdomnych i tym podobnych.

Odprowadzał na wieczny spoczynek zmarłych ważnych dla kraju, dla Krakowa, zasłużonych (Turowicza, Miłosza) i nieznanych. Czasem, niezapowiedziany, zjawiał się pod koniec Mszy św. by odprowadzić zmarłego na cmentarz.

Znał „Tygodnik Powszechny” doskonale. Z Jerzym Turowiczem, Krzysztofem Kozłowskim, może i z innymi, od lat był po imieniu. Czasem spotykał się z redakcją, jednak nie organizował, jak poprzednik, regularnych spotkań. Była w tym chyba jakaś delikatność wobec „Tygodnika”. Nie chciał ingerować w to, co piszemy, wyraźnie mówił, że wielkość, założonego przez kardynała Sapiehę katolickiego pisma robionego przez świeckich, polega na tym, że działa ono na własną odpowiedzialność.

Kiedy odchodził na emeryturę (w 2005 r.) był biskupem kochanym przez swój Kościół lokalny.

Jako emeryt zamieszkał daleko od kurii, na skraju Krakowa, przy małym kościele „Ecce Homo” u sióstr Albertynek. Nie lubił tytułu „arcybiskup senior”. Mówił, że jest emerytowanym arcybiskupem Krakowa. Czasem, kiedy należało, zjawiał się na kościelnych uroczystościach. Pozostawał w cieniu. Swój Kościół wspierał modlitwą i ofiarą cierpień związanych z chorobami i starością. Stan zdrowia z czasem uniemożliwił mu wędrówki po ulicach miasta. Zawsze można było go tam, na Prądniku odwiedzać. Wtedy chętnie się dzielił swoimi myślami a nade wszystko pogodnym spokojem starego człowieka spoglądającego w niebo, żyjącego wiarą       

Z Janem Pawłem II łączyła go głęboka przyjaźń i wzajemne zrozumienie. Podczas kardynalskiego ingresu w wawelskiej katedrze wymieniając nowe, wynikające z kardynalatu obowiązki, powiedział, że jednego z nich nie chciałby dożyć: konklawe po śmierci Jana Pawła II. Dożył i wybierał Benedykta XVI. W wyborze Franciszka już nie uczestniczył. W tych dniach, kiedy Kraków gościł papieża Franciszka i kipiał radosną obecnością młodych, kardynał Franciszek, otoczony szpitalną ciszą umierał. Papież o nim pamiętał, odwiedził go, mówił o nim.

Kard. Franciszek Antoni Macharski, 77 pasterz Kościoła Krakowskiego zmarł 2 sierpnia 2016 roku w wieku 89 lat. Ciało jego spoczęło w krypcie biskupów krakowskich pod konfesją św. Stanisława w katedrze na Wawelu.

Adam Boniecki

Wykonawcy:

Trinity Boys Choir

Dyrygent:

David Swinson

W programie:

Nicholas Ludford

(c. 1485 – c. 1557)

Missa Dominica

Macharski2

Polska Prapremiera

Nicholas Ludford (ok. 1485 – ok. 1557), angielski kompozytor okresu Tudorów, uważany jest za jednego z ostatnich geniuszy polifonii tego okresu. Jego twórczość postrzegana jest jako pomost między muzyką Roberta Fayrfaxa  (1464 –1521) i Johna Tavernera (1495-1545). Wśród rękopisów zachowanych w zbiorach dwóch chórów z początku XVI wieku, Caius w Caius College w Cambridge oraz Lambeth w Lambeth Palace w Londynie, znajduje się unikalny, jedyny ocalały w całości cykl siedmiu trzyczęściowych Lady Masses (msze śpiewane na cześć Marii Panny). Przeznaczone na małe zespoły, utwory te towarzyszyć miały liturgii odprawianej w mniejszych kaplicach każdego dnia tygodnia. Cykl należał do kolekcji Henryka VIII i jego katolickiej żony, królowej Katarzyny Aragońskiej. Rękopisy noszą herby Henryka VIII i Katarzyny Aragońskiej, wskazując, że były one prawdopodobnie darem kompozytora dla królewskiej pary. Zapomniana przez stulecia twórczość Ludforda odzyskuje dziś należne jej zainteresowanie. Pierwsze nagrania utworów Ludforda w edycji Davida Skinnera, pod dyrekcją Andrew Carwooda, zostały wykonane w latach 1993-95 przez The Cardinall’s Musick.

Lady Masses stawiają wyzwania współczesnym wykonawcom wynikające z naprzemiennie występującej polifonii z monofoniczną melodią.

Trinity Boys Choir od roku pracuje nad przygotowaniem mszy Missa Dominica – we fragmentach prezentował ją na koncertach zarówno w Wielkiej Brytanii, jak i Niemczech.

Dzisiejszy koncert jest polską prapremierą utworu.

Macharski6

Trinity Boys Choir

Macharski3

Trinity Boys Choir, to jeden z najwspanialszych chórów chłopięcych na świecie, cieszący się wspaniałą renomą i utrzymujący najwyższy artystyczny poziom od momentu założenia przez Davida Squibb’a ponad czterdzieści lat temu.

Chór jest regularnie zapraszany na BBC Proms, a dowodem wielkiego uznania był jego występ na Koncercie Promenadowym w Royal Albert Hall w 2006 roku uświetniającym obchody 80 rocznicy urodzin Królowej Elżbiety II. Trinity Boys występowali ze wszystkimi najlepszymi londyńskimi orkiestrami, jak również z Sir Johnem Eliotem Gardinerem i jego Monteverdi Choir w Hiszpanii, Niemczech, Włoszech i Zjednoczonym Królestwie. Chór śpiewał również w Austrii, Francji, Holandii, Hong-Kongu, Japonii, Malazji i Norwegii. Wśród ich wielu nagrań są kompozycje pisane specjalnie dla chóru takie jak opera „Bang” Johna Rutter’a, „A boy was born” Benjamina Britten’a i Williama Walton’a  „Henry V”, które to dzieło było wykonane przez Trinity Boys wraz z BBC Singers and BBC Symphony Orchestra. Nagrywali oni również muzykę filmową do filmu „Lord of the Flies” i „101 Dalmatyńczyków”.

Trinity Boys występowali na najbardziej znanych scenach operowych na świecie, takich jak Glyndebourne Opera Festival, Covent Garden i National Opera w Londynie, Opera Comique w Paryżu, La Fenice w Wenecji, w Aix-en-Provence. Jedną z ich wielkich kreacji jest udział w produkcji opery „Sen Nocy letniej” Benjamina Britten’a, w którym wystąpili ponad 150 razy.

Chór znany już jest polskiej publiczności. Jego koncerty w ramach Festiwalu Muzyka w Opactwie „Bach u Cystersów” w Wąchocku spotkały się z entuzjastycznym przyjęciem publiczności i krytyki.

Dyrektorem Artystycznym Trinity Boys Choir od 2001 r. jest David Swinson. 

Trinity Boys Choir

Dyrektor Artystyczny
David Swinson

Asystent
Katharine Halliwell

Soprany
Nicholas Challier
William Davies
Jeremie de Rijk
Aman de Silva
Sebstian Exall
William Hardy
Frederick Jemison

Alty
Hugo Barry-Casademunt
Thomas Day
Patrick Minton
Saul Packer

Tenory
Luke Dugan
Sebastian Hill
Luke Saint

Basy
Joshua Kenney
Alexander Lee
Quentin-Zach Martins
Joseph Rooke

 

Organizator:

Fundacja Wspierania Kultury
„Magna Res”
www.magnares.pl

Macharski4

oraz

Wiktor Zajkiewicz

Partnerzy medialni:

Macharski5

Organizatorzy składają podziękowania Polskiej Grupie Farmaceutycznej ADAMED za objęcie Koncertu Mecenatem

Posted under Bez kategorii